Lato 2012 przyniosło do kin filmy z superbohaterami. Oglądać mogliśmy takie produkcje jak "Avengers", "Mroczny Rycerz Powstaje" czy miejący premierę pośrodku tych tytułów "Niesamowity Spiderman". I to właśnie tej ostatniej pozycji dzisiaj się bliżej przyjrzymy. Batmana recenzowaliśmy wcześniej a na "Avengers" być może przyjdzie czas w przyszłości.
Nie mieliśmy wielkich oczekiwań co do tego filmu, toteż obejrzeliśmy go bardzo niedawno. Innym powodem zwlekania z zabraniem się za nowego "pająka" była nasza niechęć do remake'ów. O samej idei zjawiska "remake" być może napiszemy w innym tekście. Jak się pewnie domyślanie nie będzie on należał do pozytywnie ocenianych przez nas zjawisk. Tym samym już w tej chwili możemy Wam zdradzić, że "Niesamowity Spiderman" z pewnością nie znajdzie miejsca w tym tekście. Dlaczego? Odpowiedź jest genialna w swojej prostocie - bo to po prostu dobry remake jest :)
Poprzednie części w reżyserii Sama Raimiego nie wywarły na nas dużego wrażenia. Co do jakości poszczególnych odsłon, mamy dość odmienne zdanie. Jeden z nas uważa część drugą za najsłabszą, natomiast ten drugi za najlepszą :) Który jest którym - to nasza zagadka na dziś :P A teraz bardziej serio. Pomimo podziału zdań na temat części, obaj twierdzimy, że nie są to filmy najwyższych lotów w przeciwieństwie do najświeższej odsłony. Na tle starej trylogii "Niesamowity Spiderman" wyróżnia przede wszystkim zwycięzcą castingu na główną rolę. Tobey był raczej tragiczny jako superbohater. Andrew jest nie tylko znacznie lepszy ale bardziej pasuje do roli nastolatka. Jest bardziej naturalny, nie jest smętny, co więcej jest znacznie bardziej ekspresyjny w kostiumie pająka. Uogólniając kwestię tej roli, "Spiderman" uzyskał całkiem nową świeżą twarz, bardzo potrzebną tej serii. Reszta obsady również robi lepsze wrażenie. Zarówno wujostwo Parkera jak i jego miłość Gwen Stacy. Nie dość, że Emma Stone jest znacznie przyjemniejszym elementem estetycznym od Kirsten Dunst, to rozpisanie i interpretacja roli jest ciekawsza i przyjemniejsza w odbiorze. Najnowsza odsłona może też według nas poszczycić się najciekawszym antagonistą - Jaszczurem. Grający go Ifans jest przekonujący, charakterystyczny i niejednoznaczny. Ponadto animacja komputerowa jaszczura robi duże wrażenie, tym bardziej w połączeniu z widowiskowymi pojedynkami z pająkiem.
Strona techniczna - czyli konik blockbusterów. Jest idealna. O animacji czarnego charakteru już pisaliśmy. Napisać musimy jednak, że to nie największa zaleta. Bardzo duże wrażenie robią zdjęcia przedstawiające pająka śmigającego pomiędzy drapaczami chmur Nowego Jorku. Musiało to naprawdę dobrze wyglądać w 3D - w takich scenach ten efekt ma prawdziwą rację bytu. Ponadto każdy pojedynek, pościg czy każdego rodzaju scena akcji - są dopracowane i miażdżą wręcz poprzednie odsłony. Na uwagę zasługuje też dźwięk i muzyka. I tutaj ciekawostka. W ścieżce dźwiękowej pojawia się nie znany szerzej utwór Coldplay z płyty X&Y. Jaki? To zagadka na dzień kolejny ;)
Na zakończenie naszego wyjątkowo zagadkowego wywodu skupimy się na fabule i ogólnym klimacie filmu. Fabuła jest jak na film tego typu zajmująca a pomaga jej w tym wyjątkowo udany, mroczniejszy klimat. To wielki plus dla tej produkcji ponieważ nie wygląda ona jak film dla dzieci. Może również trafiać do szerszej publiki, a bardziej wiekowi widzowie nie będą mieli poczucia oglądania infantylnej bajeczki jak to zwykle bywa w filmach o superbohaterach. Na pewno ogromna w tym zasługa scenarzystów jak i reżysera Marca Webba. Mamy wrażenie, że skręcił on nieco w styl Nolana znany z trylogii o Batmanie. Oczywiście nie jest to kubek w kubek to samo ale ma elementy charakterystycznego dla stylu powyższego artysty.
Czy ten film Wam polecamy? No to jest zagadka tygodnia :) Ale po przeczytaniu tej recenzji powinniście mieć znacznie ułatwione zadanie.
Dwayne & Hudson








.jpg)





